
najlepszy prezent to taki, który kupiłeś sobie sam. dlatego od wczoraj mam ten plakat w pokoju. pogoda za oknem wcale nie jesienna, a mnie od kilku dni trzyma bardzo jesienny spleen. może stąd ta kabaretowa nagonka – z nadzieją kompensacji wrażeń kolejny raz pochłaniam strony o montparnasse i montmartre w czasach picassa crespelle’go, cynicznie zestawione z bohemą czasów totalitarnego zniewolenia. i całkiem nie z tej bajki, aczkolwiek wpisujące się w klimat, kawałki air leniwie ulatniające się z głośników.mieszanka wybuchowa dodatkowo podkręcana szczeniackim zapałem bojkotu wszystkich megastore, kiedy kolejny małomiasteczkowy lecz eteryczny antykwariat nie wytrzymał konkurencji i bezdusznych zasad wolnego rynku.
jah powiedział
wrzesień 10, 2006 @ 7:10 pm
zapał wcale nie szczeniacki, lecz zacny i wskazny
Ciekawe, czy air w ogóle koncertują?
jotesz powiedział
wrzesień 12, 2006 @ 12:45 pm
Właśnie wróciłem z Paryża, gdzie przez tydzień mieszkałem na Montparnassie, ale na Montmartre wdepnąłem, by wreszcie wdrapać się do Sacre Coeur i zajrzeć na Place Du Tertre. W Orsey pooglądałem trochę Lautrecka. W niedawno otwartej Oranżerii zdumiały mnie swym pięknem i ogromem (!) Nenufary Moneta.
Teraz będę puszczał jazz paryski, czyli Richarda Galliano i gitarzystów djangopodobnych…
popromienny powiedział
wrzesień 12, 2006 @ 8:16 pm
—> jah
pewnie koncertują, szkoda tylko, że nie u nas…jak tylko złapię oddech to poszukam dokładniejszych info o ewentualnych eventach z udziałem powietrznej kapeli
—> jotesz
polecam keitha jarretta jeśli nie znasz. to co prawda nie jest jazz paryski, ale zapewniam, że dostarcza równie mocnych wrażeń muzycznych.
pozdrawiam.