zabawy w przyszłość
no i porobiło się porozumiewawczo, łącznościowo, wspólnie…koalicja to za duże słowo w tej sytuacji, a wyolbrzymianie i ciągłe klepanie, że oto powstała lewicowa alternatywa może, ku zaskoczeniu jej zwolenników, umrzeć przedwcześnie. zlepek sld-sdpl-up-pd pretenduje tylko narazie na twór alternatywny. dlatego lepiej nie popadać w hurra-optymizm, tym bardziej, że są już pierwsze rysy – ryszard bugaj -przewodniczący rady politycznej up oraz trzech innych członków odchodzą z partii bo nie wierzą w połączenie sił dla realizacji ideii lewicowych, a jedynie w wykonanie planu minimum czyli powalczenie o samorządy w jesiennych wyborach. tylko, że to przecież oczywiste. tak samo jak fakt, że cementem zjednoczenia jest krytyczne postrzeganie polityki koalicji rządzącej. to są dość niepewne determinanty i jeśli zawiodą, po wyborach samorządowych owo zjednoczenie będzie już tylko wspomnieniem. dla dwóch partii – up i pd, a przynajmniej dla pd może oznaczać ostateczne zniknięcie ze sceny politycznej. nie są one ani silne, ani na tyle innowacyjne (chociaż pd próbowała taką partią być, jednak klęska w wyborach parlamentarnych sprawiła, że jej liderzy nie znaleźli pomysłu jak przekuć tę porażkę na imperatyw motywujący) aby przyciągnąć niezdecydowany elektorat. dywagując dalej – wczorajsze porozumienie mogłoby wpłynąć kojąco jedynie na sdpl i sld, które na powrót staną się jedną partią. powstałaby naturalna luka między koalicją a lewicą. i może to jest właśnie miejsce i pomysł na pd. przyjmując dodatkowo względną polaryzację sld w stronę centrum, polityczna konkurencja toczyłaby się między tymi dwoma ugrupowaniami.
centrolewica w pl nie ma szczęścia. jest jakieś fatum historyczne, które nie pozwala przeprowadzić nawet sensownej debaty. czy to ma szanse ulec zmianie, jeśli młode pokolenia polaków mają być wychowywane na hist(e)orycznym, sterowanym patriotyzmie?
***
a u naszych południowych sąsiadów, centroprawica po trzech miesiącach nieporozumień tworzy wreszcie rząd. mniejszościowy. scenariusz jakby znany. swoją drogą narastająca tendencja tworzenia prawicowych rządów w byłych krajach komunistycznych jak dotąd w nikłej mierze interesuje publicystów i media. czy potrzebna jest eskalacja wydarzeń, aby zauważyć problem?

zagrywka prawie pokerowa
pierwsza zagraniczna wizyta premiera kaczyńskiego cieszyla się niezwykle duzym zainteresowaniem obserwatorów. wybór brukseli na miejsce, w którym ma się dokonać rozdziewiczenie też nie przypadkowy. to parlament europejski miał sprawić, żeby słowa kaczyńskiego brzmiały wiarygodniej i doniośle. że oto sprostowujemy zamieszanie i łaskawie wyciągamy rękę. a guzik. primo, politologów i zagranicznych dziennikarzy zastanawia na ile słowa premiera są wytrawną zagrywką – mówił to, co barroso i unia chcą usłyszeć, secundo – czy i kiedy swoje deklaracje poprze działaniem.
ale czy lakoniczne stwierdzenie “there were guy politicians in very high political positions” na pytanie o prawa homoseksualistów (cytowane w financial times) czy jak przywołuje le monde “c’est lui le chef du gouvernement, et que tant qu’il occupera cette fonction les droits de l’homme seront respectes” mogą rzeczywiście uspokajać?
prasa zagraniczna ocenia wizytę w brukseli jako zwrot i początek powolnej poprawy – bez entuzjazmu, bez udawania, że uda się zakamuflować zepstuy wizerunek polski – polski postrzeganej jako kraj homofobów, antysemitów i ksenofobów. polski konserwatywnej, katolickiej czy wręcz ultramontanistycznej. ale tym bardziej teraz wypowiedzi kaczyńskiego zobowiązują i jeśli słowa te zostaną bez pokrycia, pewnym jest, że reakcje opinii publicznej jak i polityków unijnych będą oznaczały dla polski powazne sankcje. nie dla pisu czy prezydenta, ale dla kraju. być może nawet dalej idące niż te, które spotkały austrię za wybryki jorga haidera.
tu poznań…

…i tu poznań

podobno plakat jest prowokacyjny…podobno profanacja…a przecież można spojrzeć inaczej – oba przedstawiają dzieje historii współczesnej…no ale – każdy ma swój punkt widzenia. jest w końcu demokracja, pluralizm wartości itepe. ale nie każdy z tego punktu coś widzi. albo widzieć nie chce. albo raczej widzieć chce to, co mu wygodnie. to też demokracja, pluralizm. plum, plum.
dygresyjność miasta
dlaczego kobiety pragną intelektualistów?
fuck.
i znowu to samo – update
dziwna i trudna sytuacja w jakiej obecnie zbajdują się bilateralne stosunki polsko-niemieckie przypomina bardziej schizofreniczne działania niż partnerskie sąsiedztwo dwóch dużych europejskich krajów.
osobliwość takiego stanu rzeczy tkwi w odmiennych wizjach rzeczywistości międzynarodowej, wprowadzania dychotomii tam gdzie jej być nie powinno-czyli przede wszystkim w dwóch różnych przestrzeniach współpracy. chodzi o to, że o ile polsko-niemieckie relacje w znaczeniu szerszym, tzn. podejmowanie wspólnych działań przez różnego typu organizacje (przede wszystkim ngo), instytucje czy korporacje, mające na celu zaangażowanie społeczności lokalnych po obu stronach odry przynoszą wymierne rezultaty, o tyle na płaszczyźnie stosunków międzynarodowych sensu węższego (szczebel państwowy) o taką współpracę teraz trudno. można zaryzykować stwierdzenie, że kooperacja na linii berlin-warszawa już dawno nie była w takim impasie. w nawiązaniu konstruktywnego dyskursu nie pomagają ciągłe uprzedzenia i pretensje, tym bardziej groźne gdy wywoływane na najwyższych szczeblach administracji państwowej. z sondażu przeprowadzonego przez pbs dga w polsce i institut fur demoskopie allensbach w niemczech wynika, że nadal 40% tak polaków jak i niemców wystawia sobie wzajemnie negatywną ocenę kształtowaną stereotypami. i chociaż organizacje pozarządowe jak i cały trzeci sektor mają dużą autonomię w kreowaniu obustronnych relacji i pogłębianiu współpracy, to niemożliwe jest całkowite odseparowanie ich działań od wpływu i koncepcji polityki zagranicznej państwa. ta z kolei, po zawirowaniach rządowych, upolitycznianiu kwestii kultury i sztuki, nie przedstawia się obiecująco. problem jest poważny, bo jeśli nie poświęca się w expose ani słowa o wspólpracy między berlinem a warszawą, ignorując tym samym poważnego partnera i dużego sąsiada, to przegapia się równocześnie szansę na zlikwidowanie, a przynajmniej złagodzenie napięcia w objętych kryzysem obustronnych relacjach.
dziś determinowane przez wczoraj powoduje, że ciągle na kształt stosunków polsko-niemieckich wpływ wywierają kwestie związane z rozliczaniem przeszłości, a rozdrapywanie ran stało się jednym z głównych punktów programu partii rządzącej. odszkodowania powojenne, problem tożsamości narodowej (który szczególnie dotyka górno i dolnoślązaków), migracje i tendencje nacjonalistyczne – to niezawodne oręże w rękach demagogów i prawicowych populistów. nawet z honorowego obywatelstwa grassa chce się zrobić drugi grunwald, sprawę narodową. tymczasem o tym powinni rozstrzygnąć gdańszczanie na drodze merytorycznie sensownej debaty.
różnica potencjałów obu państw w odmienny sposób implikuje charakter kontaktów bilateralnych. priorytetem na jutro powinno być zatem przełamanie obecnego impasu poprzez ponowne pojednanie na poziomie rządów, elit politycznych czy intelektualnych, bez wciągania ich w pozakulisowe gierki. priorytetem powinno być zwiększenie współpracy międzyresortowej i euroregionalnej, a docelowo wspólna koncepcja rozwoju całego subregionu środkowoeuropejskiego. tylko jak o tym myśleć, skoro premier niespełna czterdziestomilionowego kraju zachowuje się jak hobbesowski lewiatan, przyjmując wojnę każdego z każdym jako jedynie słuszną strategię.natomiast narzędzia współczesnej demokracji- dialog, porozumienie , konsensus zdają się być jak nowa para butów – w której ani premierowi, ani prezydentowi nie jest wygodnie, nie dlatego że nie potrafią w nich chodzić, ale dlatego że przyzwyczajeni są do poprzedniej, rozczłapanej pary.
i znowu to samo
kaczyński w swej (nie)dyplomacji jest jak rozkapryszony bachor. krzyczy, tupie, wymachuje paluszkiem. zastanawiam się, jaki potężny klaps polityczny musi zostać wymierzony, aby utemperować te niezdrowe odruchy pana premiera.
zachowanie premiera kaczyńskiego, który nie pozostawił suchej nitki na otwartej niedawno w berlinie wystawie “wymuszone drogi” dostarcza argumentów, że polska strona nie jest skłonna do dialogu bo w ogóle nie wykazuje nim zainteresowania. kaczyński skrytykował pomysł, oskarżając organizatorów o próbę (kolejną) fałszowania historii, według której przypisywana niemcom wina za holocaust jest nader wyolbrzymiona. a społeczeństwo karmione prawicowym populizmem powoli przywyka i akceptuje tą niebezpieczną tendencję.
problem w tym, że wystawę, tak głośno krytykowaną przez polskich polityków, a która stała się kolejnym ogniskiem zapalnym w łańcuchu stosunków polsko-niemieckich, nie odwiedził ani jeden z protestujących.
słowa kaczyńskiego:
“życzylibyśmy sobie jak najszybszego zakończenioa tego wszystkiego, co jest związane z panią Eriką Steinbach”
sz określił jako reakcję skandaliczną, a włoska “la republicca” pisze następująco:
“rozpętana przez ekstremizm braci kaczyńskich dyplomatyczna wojna polsko-niemiecka może przynieść polsce duże szkody, doprowadzając w konsekwencji do utrzymywania przez niemcy uprzywilejowanych stosunków z z pragmatyczną rosją putina niż z humorzastą polską”.
kaczyński już dawno udowodnił, że nie przejmuje się prasą. jednak jeśli nic się nie zmieni, udowodni też, że niedługo polską nie będą przejmować się ani w brukseli, ani w berlinie ani w moskwie, a postępująca izolacja kraju przybierze większego rozmachu.
[szu:szu]
to nie jest pies we mgle, a już na pewno nie smooth music. albo białokozaczkowe tech-mass. a jednak destrukcja. miejscami wyrafinowana, miejscami po prostu do dupy. takiego rozstrzału muzycznego już dawno nie było. muzyka xiu xiu przeszywa oniryzmem, psychodelią z nieśmiałą domieszką fluxus by wreszcie ni stąd ni zowąd zaatakować illuminacyjnym wokalem jamie stewart’a. może to wszystko przez insprację, czerpaną po śmierci matki z m.in joy division, takemitsu czy gamelan. jakby nie było, ci kolesie mają niezłe jazdy. w ciągu dwóch minut potrafią trzy razy odprężyć i pięć razy wpędzić w paranoję. tylko, że ona jest dzisiaj wszechobecna, przyzwyczajeni takim stanem rzeczy sprawiamy, że mało co może nas zaskoczyć i sprowokować. [szu:szu] kontrowersyjności nie brakuje. so god, save the post-punk if u wanna save us.

skandynawowie mają to do siebie, że każdą iluzoryczną myśl potrafią przełożyć na działanie. a szanse rosną jeśli działanie owo mieści się w katalogu wszelkiego rodzaju sportu. ci ludzie po prostu zarażają pasją… historia slakkline przypomina nieco francuskie początki parkouru- sprawność dla ciała, kreatywne myślenie dla ducha:
“that summer we decided to do some more cool shit…”
tak o pomyśle slakkline mówią norwedzy z karma camp 06. aż ma się ochotę znowu rzucić wszystko i znowu spadać do trollandii


via: balansjera
ozon’s dead
“startuj z nami” brzmi w tej sytuacji dość przekornie. link na stronie domowej tygodnika ozon od 27 lipca jest bez znaczenia, bo właśnie tego dnia spółka ozon media ogłosiła upadłość. tygodnik przestanie się ukazywać, bo swoje poparcie finansowe wycofał główny udziałowiec, poseł po- janusz palikot. zaangażowanie, które na początku miało wynieść 4 mln złotych, w rzeczywistości wyniosło około 20. przy kiepskich wynikach sprzedaży, to logiczne i oczywiste posunięcie. przynajmniej dla wersji oficjalnej. w zakamarkach dziennikarskiego półświatka spekuluje się o zmianie redaktora prowadzącego i następstw, jakie ta decyzja wywarła. spekuluje się, że linia tematyczna tygodnika coraz mocniej chyliła się ku katolickiej wizji rzeczywistości, subtelnie rzecz ujmując. w takiej sytuacji spakowanie gratów przez większościowego udziałowca, będącego jednocześnie członkiem partii opozycyjnej przybiera nowy wymiar.
na domowej stronie ozonu nie ma jeszcze żadnej informacji o zaprzestaniu jego wydawania. tylko czy w takiej sytuacji gra na zwłokę ma jeszcze jakiś sens?
“mieszanka weryzmu i manipulacji…fascynująca jest ta powszechna wiara w obraz. a fotografia to często podatna na manipulację forma, która staje się bytem niezależnym i samodzielnym. nie ma tego cudzysłowia, tej umownej patyny jak malarstwo czy tego jarmarczno-misyjnego charakteru co teatr. fotografia od momentu swoich narodzin staje się prawdą osobną, faktem bez weryfikacji”
tak o swojej pracy i o ideii fotografii mówi ewa łowżył. kilka zdjęć z projektu “loch ness” zdaje się to potwierdzać. więcej na evalovzyl.com


